- Reklama -
„Ci nigdy nie oszaleją. Świat się będzie już walił.
Wąż ognia równik oplecie i kontynenty zapali,
A oni, ironiści, mędrkowie wykrętów chytrych
Wyciągną z teczki paragraf i rozprostują na wytrych”.
Wygląda na to, że w dniach ostatnich (najwyraźniej zbliżają się zapowiadane „dni ostatnie”) Naczelnik Państwa jakby stopniowo schodził z linii strzału, natomiast jego miejsce zajmuje pan prezydent Karol Nawrocki. Judenrat „Gazety Wyborczej”, piórem pani red. Agnieszki Kublik, jednej z najbardziej zasłużonych funkcjonariuszek Propaganda Abteilung, co to chyba „samego jeszcze znała Stalina” („stary towarzysz, zasłużony, samego jeszcze znał Stalina” – tłumaczył szefowi milicji Maczudze generał Tumor przed decydującym szturmem na kombinat w stanie wojennym), nazwała go bowiem przy okazji rocznicy zaprzysiężenia „uzurpatorem” – a uzurpatorom, jak wiadomo, robi się no pasaran, więc umieszczenie pana prezydenta Karola Nawrockiego na linii strzału zamiast Naczelnika Państwa jest w tej sytuacji oczywiste, zwłaszcza że tenże Judenrat alarmuje Europę, że „Polska brunatnieje”.
- Reklama -
Tedy obywatel Tusk Donald podobno (piszę to tuż przed zapowiedzianą na 15 sierpnia defiladą naszej niezwyciężonej armii) nie pojawi się na defiladzie u boku prezydenta, tylko będzie odbierał defiladę konkurencyjną, w wolnym mieście Gdańsku, żeby w ten oto sposób „uzurpatora” pogrążyć na oczach całej Europy, a nawet świata – bo przecież świat z zapartym tchem będzie śledził rozwój wypadków w naszym bantustanie, dzięki czemu – kto wie? – może znowu staniemy się „natchnieniem narodów”. Ale to są gesty w sferze pozorów, podczas gdy towarzyszą temu coraz bardziej uporczywe, fałszywe pogłoski, że szykuje się operacja poważniejsza.
„Podbiły ceny podmiejskie jatki
i bębny biją dziś wszędzie.
Boże, jeśli coś knują, jak chodziły gadki,
dzisiejszej nocy to będzie”
– przestrzega inny poeta.
Chyba trochę przesadza, bo „dzisiejszej nocy” nic jeszcze nie będzie – za to w styczniu – aaa, to co innego!
Niedawno gruchnęła wieść, że „na własną prośbę” odszedł z vaginetu obywatela Tuska Donalda pan Maciej Berek, będący w vaginecie „prawą ręką” obywatela Tuska Donalda. Fałszywe pogłoski utrzymują, że jego decyzja podyktowana jest „koncepcją” przesunięcia go z odcinka władzy wykonawczej na odcinek władzy sądowniczej, a konkretnie – do Trybunału Konstytucyjnego.
Dopiero w świetle tych fałszywych pogłosek lepiej rozumiemy zagadkowe zapowiedzi obywatela Żurka Waldemara, że już „wkrótce” właśnie na odcinku władzy sądowniczej rozpocznie się „przełom”. Chodzi o to, że we wrześniu w Trybunale Konstytucyjnym kończy się kadencja jednego z tak zwanych „sędziów-dublerów”, to znaczy – pana sędziego Justyna Piskorskiego, który zasiada tam od roku 2017. I właśnie pan Berek ma go w Trybunale zastąpić, przywracając w ten sposób w naszym sądownictwie konstytucyjnym socjalistyczną praworządność. Pewnej wiarygodności tym fałszywym pogłoskom przydają lamenty pana prof. Matczaka, który obawia się, że ostentacyjne przesunięcie pana Berka z władzy wykonawczej do władzy sądowniczej wywoła niesmak w środowisku płomiennych szermierzy praworządności, co to przecież z tego właśnie powodu daliby się za obywatela Tuska pokroić w talarki.
Moim zdaniem poczciwy pan prof. Matczak niepotrzebnie martwi się na zapas. W naszym fachu nie ma strachu. Dotychczasowe afery czy to w Kotlinie Kłodzkiej, czy to w Szpitalu Południowym i w ogóle – w sektorze ochrony zdrowia, podobnie jak na odcinku powodziowym, spływają po Volksdeutsche Partei niczym woda po kaczce, potwierdzając trafność spostrzeżenia niemieckich „nazistów”, że czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty. Nawet przewielebni ojcowie jezuici twierdzili ponoć, że cel uświęca środki, a czy można wyobrazić sobie świętszy cel, jak przywrócenie socjalistycznej praworządności? Świętszego celu wyobrazić sobie niepodobna, a skoro tak, to – co mówiąc nawiasem, przewidział Sławomir Mrożek w historii o niegrzecznym chłopczyku – z umiłowania praworządności można nawet łamać prawo, „bo dzieło zniszczenia w dobrej sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia”. Wystarczy tedy, że Judenrat wyperswaduje mikrocefalom, że tak właśnie trzeba, że inaczej nie można – i wszystko będzie gites tenteges.
Więc we wrześniu pana „sędziego-dublera” Justyna Piskorskiego zastąpi znany z nieskazitelnego charakteru pan Maciej Berek – ale na tym nie koniec podchodów pod Trybunał Konstytucyjny, bo w styczniu przyszłego roku kończy się kadencja drugiego „sędziego-dublera” pana Jarosława Wyrembaka, który jest ostatnim w „sędziów-dublerów”. Jestem pewien, że będzie zastąpiony kandydatem, który zadowoli nie tylko Judenrat, nie tylko stare kiejkuty, ale nawet samą Reichsführerin Urszulę Wodęleje, która z okazji udanej operacji może obywatelu Tusku Donaldu nadać nawet Order Krzyża Zbolałego. W ten bowiem sposób w Trybunale Konstytucyjnym będzie już 9 sędziów z prawdziwego zdarzenia, cieszących się zaufaniem Judenratu, starych kiejkutów, no i oczywiście – Reichsführerin Urszuli Wodęleje. Ta dziewiątka zdominuje pozostałą resztę spośród 15 sędziów Trybunału Konstytucyjnego – no a wtedy będą mogły wreszcie posypać się piękne wyroki, które vaginet obywatela Tuska Donalda w podskokach będzie publikował w „Gazecie Wyborczej” i innych dziennikach urzędowych naszego bantustanu.
W ten sposób może zostać rozwiązany problem Konfederacji Korony Polskiej, a być może również jej lustrzanego odbicia w postaci drugiej Konfederacji. I jedna, i druga może zostać w tak zwanym „majestacie prawa” zdelegalizowana, bo jużci – „brunatnienie Polski” musi mieć jakieś przyczyny, a gdzie mamy szukać przyczyn, jak nie w Konfederacjach obydwu obrządków? „Nie brak świadków na tym świecie” – mawiał Rejent Milczek, więc jestem pewien, że zarówno Żydowie, którzy swoją sprawność w werbowaniu świadków wykazali już podczas procesu Jezusa z Nazaretu, jak i stare kiejkuty, co to naocznych świadków mogą wyprodukować każdą ilość, dostarczą niezawisłym sędziom materiał dowodowy w takiej obfitości, że będzie można w nim wybierać-przebierać – ku chwale socjalistycznej praworządności. W dodatku niezawisły sąd rejestrowy dostanie instrukcję: wiecie, rozumiecie, niezawisły sędzio. Wy prowadźcie postępowanie rejestracyjne porządnie, znaczy się – skrupulatnie, tak żeby żadna następczyni ani jednej, ani drugiej Konfederacji nie została zarejestrowana aż do dnia wyborów – bo inaczej z wami będzie brzydka sprawa. A jeśli jeszcze w tak zwanym międzyczasie złowrogi Grzegorz Braun znajdzie się w lochu, to chyba jasne, że nie tylko praworządność, ale i demokracja zostanie uratowana. Co na ten temat mówił klasyk demokracji Józef Stalin? – że jeszcze ważniejsze od tego, kto liczy głosy, jest przygotowanie suwerenom prawidłowej alternatywy wyborczej. Jak wiadomo, alternatywa wtedy jest prawidłowa, kiedy bez względu na to, kto wybory wygra – będą one wygrane. Rozumie to nawet zimny ruski czekista Putin, który w tym celu przy pomocy niezawisłego sądu właśnie wymanewrował partię Jabłoko – a przecież nasi szermierze demokracji też sroce spod ogona nie wypadli.
Ale Konfederacje – to jedna sprawa, a sprawa druga i nawet ważniejsza, to „uzurpator”, czyli pan prezydent Karol Nawrocki, piętrzący przed vaginetem obywatela Tuska Donalda przeszkody w rządach nienagannie sprawowanych. Tedy po prawidłowym obsadzeniu Trybunału Konstytucyjnego zaufanymi sędziami, można będzie przeprowadzić procedurę opisaną w art. 131 konstytucji, kiedy to prezydent „nie może” sprawować swego urzędu. Co wtedy robi? Ano – zawiadamia o tym marszałka Sejmu, który przejmuje obowiązki prezydenta. Ale może zdarzyć się i tak, że prezydent nie może zawiadomić marszałka Sejmu, że „przejściowo” nie może pełnić swoich obowiązków, na przykład z tej przyczyny, że nic o tym nie wie. Co się wtedy dzieje? Wtedy właśnie wkracza na polityczną scenę prawidłowo obsadzony Trybunał Konstytucyjny, który „rozstrzyga o przeszkodzie” i powierza prezydenckie obowiązki marszałkowi Sejmu.
Jak widzimy, konstrukcja jest prosta jak budowa cepa, więc przy odpowiednim obsadzeniu Trybunału Konstytucyjnego pozbycie się „uzurpatora” może okazać się łatwiejsze, niż myślimy.
Stanisław Michalkiewicz