Architekt, rysownik, generalny konserwator zabytków, "zwierzę" telewizyjne, radiowiec, wykładowca, poeta... Człowiek renesansu - to określenie jest wręcz szyte na miarę dla takiej osobistości, jaką był Wiktor Zin. Właśnie minęło 101 lat od narodzin tej wybitnej postaci polskiej architektury i sztuki.
Architekt, rysownik, generalny konserwator zabytków, "zwierzę" telewizyjne, radiowiec, wykładowca, poeta... Człowiek renesansu - to określenie jest wręcz szyte na miarę dla takiej osobistości, jaką był Wiktor Zin. Właśnie minęło 101 lat od narodzin tej wybitnej postaci polskiej architektury i sztuki.
Reklama
Przyszły profesor Wiktor Zin już jako dziecko zetknął się ze sztuką.
W swoich opowieściach często wspominał, jak w rodzinnym Hrubieszowie dziadek z jego ojcem odnawiali m.in. stare obrazy, rzeźby czy też nawet całe ołtarze z cerkwi i kościołów - pisał w 2024 r. Krzysztof Załuski w artykule "Profesor, który przez lata opowiadał piórkiem i węglem".
Wrażliwość na piękno płynęła zatem w jego krwi.
Duma HrubieszowaPierwotnie Wiktor Zin pragnął zostać malarzem. Jego marzenia jednak poskromiła rzeczywistość - jego rodziców nie było stać na rozwój pasji syna. Nie stanęło to jednak na przeszkodzie ciągłego szlifowania fachu we własnym zakresie - Zin zawzięcie rysował i malował akwarelami w każdej wolnej chwili. Konsekwencja i upór popłaciły - jego rysunki niespodziewanie opublikowano w gazetach, napisano o rodzącym się talencie, a sam marszałek Rydz-Śmigły w odpowiedzi na list od młodego artysty przyznał mu stypendium w wysokości 50 zł miesięcznie. Hrubieszów zaczął żyć jego sukcesami.
Wybitny naukowiec, wysoki rangą opiekun zabytkówPo zakończeniu II wojny światowej Zin podjął decyzję o rozpoczęciu studiów architektonicznych na krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Co ciekawe, w trakcie nauki akademickiej mieszkał w klasztorze ojców augustianów na Kazimierzu, a w zamian za nocleg grał na kościelnych organach i pomagał zakonnikom w ich codziennych zajęciach.
Po uzyskaniu dyplomu rozpoczął pracę naukową - najpierw w AGH, następnie na Politechnice Krakowskiej. Do grona jego studentów należeli m.in. Marek Grechuta oraz Krzysztof Ingarden, autor koncepcji Centrum Kongresowego ICE Kraków. W trakcie pracy jako wykładowca wypromował 250 magistrów, ok. 40 doktorów, a także był recenzentem 32 wniosków profesorskich.
Kariera naukowa Wiktora Zina sięgnęła samego szczytu - architekt w 1979 r. otrzymał tytuł profesora zwyczajnego, będącym najwyższym stopniem akademickim. Jego specjalnością była konserwacja zabytków, badał również budownictwo ludowe i architekturę średniowiecznego Krakowa. Od 1962 roku pełnił funkcję dyrektora Instytutu Historii Architektury i Konserwacji Zabytków Politechniki Krakowskiej.
Jego kariera ciągle pięła się ku górze. W latach 1958-64 zajmował stanowisko głównego architekta Krakowa. Z kolei w latach 1977-81 piastował funkcję generalnego konserwatora zabytków w randze wiceministra kultury i sztuki. Był inicjatorem odbudowy Pomnika Grunwaldzkiego w Krakowie; przebudowy Rynku Głównego, zatwierdził też wzniesienie w 1981 roku Pomnika Poległych Stoczniowców w Gdańsku.
Niektóre decyzje Zina jako generalnego konserwatora zabytków budziły kontrowersje, jak np. decyzja o natychmiastowym wywiezieniu Panoramy Racławickiej z magazynu muzealnego we Wrocławiu do nieprzygotowanych pomieszczeń w Warszawie. Zin nie chciał dopuścić do ekspozycji dzieła we Wrocławiu, pod pretekstem zamiaru wyeksponowania jej w przyszłości w Racławicach.
Pan profesor w telewizjiW 1963 roku Wiktor Zin zaczął prowadzić popularną audycję telewizyjną pt. "Piórkiem i węglem", gdzie opowiadał o architekturze i historii sztuki, ilustrując swoje słowa odpowiednimi rysunkami. Trwało to przez następne 30 lat i zaowocowało liczbą ponad 10 tysięcy grafik, wykonanych na oczach widzów.
Wymagało to odpowiedniego treningu. - Cóż ty się tak mizdrzysz do tego Wawelu? - zapytał kiedyś Tadeusz Kantor, który miał pracownię piętro wyżej i często wpadał do Zina, niespodziewanie na kieliszek koniaku, mimo że architektów nie znosił. - A ja rysowałem sylwetę Wawelu, wtedy z okien tej pracowni było jeszcze ją widać. I to był już 33. rysunek zamku. Kantor był tym faktem ogromnie zdziwiony. Zapytał dlaczego to robię. Powiedziałem mu, że ćwiczę rysunek przed występem w telewizji, będę musiał go wykonać w 2,5 minuty - wspominał autor "Piórkiem i węglem".
Zin prowadził również audycje radiowe, m.in. „Półgłosem i ciszą” w Radio Bis, a także spełniał się jako twórca scenografii do spektakli i oper.
Co ciekawe, Wiktor Zin pisał również poezję. W 2007 r. przekazał na ręce prowadzonego przez Macieja Maleńczuka zespołu Püdelsi wiersz zatytułowany „Gdyby ryby”. Grupa skomponowała do słów muzykę, a powstały utwór znalazł się w albumie „Madame Castro".
Wiktor Zin zmarł nagle 17 maja 2007 r., podczas przygotowywania się do zajęć ze studentami Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Spoczął na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.