Podczas II Kongresu Produkcji Świń Robert Arczyński i Marcin Włodarczyk, zarządcy fermy trzody z województwa zachodniopomorskiego opowiedzieli o doświadczeniach związanych z likwidacją ogniska ASF w stadzie liczącym ponad 23 tys. świń. Jak mówili, szczególnie bolesny był fakt, że mimo najwyższych standardów bioasekuracji wirus i tak znalazł drogę na fermę.
Dodaj do zaufanych źródeł w Google
Dzięki temu zobaczysz w Google więcej informacji od portalu Farmer
Podczas II Kongresu Produkcji Świń Robert Arczyński i Marcin Włodarczyk, zarządcy fermy trzody z województwa zachodniopomorskiego opowiedzieli o doświadczeniach związanych z likwidacją ogniska ASF w stadzie liczącym ponad 23 tys. świń. Jak mówili, szczególnie bolesny był fakt, że mimo najwyższych standardów bioasekuracji wirus i tak znalazł drogę na fermę.
Jak opowiadali eksperci, cała historia rozpoczęła się w piątek 15 maja. Wówczas pracownicy fermy zaobserwowali niepokojące objawy – gorączkę i brak apetytu u dwóch loszek. Sprawę zgłoszono lekarzowi weterynarii, który po przeprowadzeniu badania sekcyjnego potwierdził podejrzenie ASF. Po poinformowaniu Inspekcji Weterynaryjnej próbki krwi trafiły do laboratorium, a chorobę potwierdzono już w poniedziałek. Jak podkreślali prelegenci, tak szybka reakcja sprawiła, że żadne zwierzę nie trafiło na inną fermę, dzięki czemu udało się uniknąć wystąpienia ognisk w gospodarstwach kontaktowych.
Ogromne wyzwanie logistyczneNie uchroniło to jednak stada liczącego ponad 23 tys. zwierząt przed likwidacją. Jak podkreślali rozmówcy, było to traumatyczne przeżycie nie tylko dla zarządców fermy, ale także dla całej kadry. Choć większość pracowników brała czynny udział w pracach związanych z likwidacją ogniska, nikt nie był do tego przymuszany, jeśli nie czuł się na tyle silny psychicznie, by udźwignąć związane z tym obciążenie.
Samym uśmiercaniem zwierząt zajęła się wyspecjalizowana firma. Na zarządców nałożono jednak ogromne wyzwanie logistyczne związane m.in. z koordynacją transportu uśmierconych zwierząt, współpracą z Inspekcją Weterynaryjną oraz zabezpieczeniem otoczenia fermy przed dostępem osób postronnych. Sam proces uśmiercania przebiegł dość sprawnie i trwał około czterech dni. Jak podkreślali rozmówcy, wąskim gardłem nie było wybijanie zwierząt, lecz dostępność środków transportu przewożących ich ciała do zakładów utylizacyjnych. Ciężarówki formowano w swego rodzaju konwoje, które następnie, w asyście policji, kierowano w stronę spalarni.
Objawy tylko w jednym sektorzeSzczególnie bolesny był fakt, że objawy chorobowe pojawiły się tylko w jednym sektorze loszkarni. W pozostałych budynkach nie zaobserwowano żadnych niepokojących symptomów. Konieczność likwidacji całego, wielotysięcznego stada wynikała zatem z wystąpienia choroby zaledwie kilku zwierząt.
Szczęściem w nieszczęściu był fakt, że gospodarstwo dysponowało odpowiednim zapasem paszy, który pozwalał zaspokoić potrzeby zwierząt w okresie między potwierdzeniem ogniska a momentem ich uśmiercenia. Po potwierdzeniu ogniska cały obiekt zostaje bowiem objęty zakazem zarówno wywożenia, jak i wwożenia na jego teren czegokolwiek. Ostatecznie udało się utrzymać dobrostan zwierząt na możliwie najwyższym poziomie aż do samego końca.
Obecnie obiekt czeka na ponowne zasiedlenie, które planowane jest na marzec przyszłego roku. Niestety, ze względów administracyjnych nie było możliwe przeprowadzenie tego procesu wcześniej.
Dochodzenie epizootyczne dało zaskakujący wynikPo likwidacji ogniska nadszedł czas na przeprowadzenie dochodzenia epizootycznego. Powołano zespół lekarzy weterynarii, którzy analizowali wszystkie elementy mogące pomóc odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób choroba przedostała się na fermę. Kontrolowano wszystko – od rejestrów wejść i wyjść, przez dokumentację transportów i leczenia, aż po dokumentację dostaw pasz i leków na fermę. Sprawdzono również wszystkie elementy systemu bioasekuracji, a także gruntownie przeszukano okoliczne tereny pod kątem obecności dzików padłych w wyniku ASF.
Wszystkie kontrole – zarówno te przeprowadzone wcześniej, jak i te, które odbyły się już po wybuchu ogniska – wykazały, że produkcja była prowadzona z zachowaniem najwyższych standardów ochrony biologicznej. Niestety, okazało się, że nawet takie zabezpieczenia nie uchroniły gospodarstwa przed chorobą. Dochodzenie epizootyczne wykazało, że cząstki wirusa przedostały się na teren gospodarstwa wraz z pyłem nawianym z okolicznych pól.
Zdaniem zarządców fermy ta sytuacja pokazuje, że nawet przy stosowaniu najwyższych standardów bioasekuracji należy nieustannie szukać możliwości jeszcze lepszego zabezpieczenia obiektów przed wniknięciem choroby.
©
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
| # | Наименование новости | Тональность | Информативность | Дата публикации |
|---|---|---|---|---|
| 1 | 18 nowych ognisk ASF dzików w tydzień. Choroba wróciła do Wielkopolski | 0 | 9.93 | 19-10-2026 |
| 2 | Plony zbóż o połowę niższe, traw o 1/3. Tak susza uderzyła w gospodarstwo | 0 | 15.63 | 19-10-2026 |
| 3 | 400 tys. zł miesięcznie za prąd. Zakład mięsny ujawnia koszty | 0 | 9.75 | 19-10-2026 |
| 4 | Wzrost pogłowia to nie wszystko. Nie uzdrowimy sektora trzody bez poprawy wydajności i zmiany struktury | 0 | 9.12 | 19-10-2026 |
| 5 | Пожар на ферме в Курганской области ликвидировали | 0 | 0 | 27-11-2020 |
| 6 | В Курганской области 2,5 тысячи поросят погибли при пожаре на ферме | 0 | 11.25 | 31-07-2026 |
| 7 | В курганском животноводческом комплексе при пожаре погибли 2,5 тыс. поросят | 0 | 16.67 | 31-07-2026 |
| 8 | Более 2,5 тыс. поросят погибли при пожаре на ферме в Курганской области | 0 | 11.81 | 31-07-2026 |
| 9 | Nie tylko pasza i genetyka. Czy rozmiar krowy ma znaczenie dla klimatu? | 0 | 11.22 | 20-10-2026 |
| 10 | Пожар на свиноферме в Подмосковье локализован | 0 | 0 | 06-02-2020 |